Lubię drzewa, szczególnie te nad morzem, potargane przez wiatr. Tam gdzieś na urwisku, na ziemi jałowej rośnie wielkie drzewo. Wichury nadały mu kształt. Piasek osypuje się ze skarpy, a ono trzyma się kurczowo, tak i ja trzymam się życia.

Gdy wieje silny wiatr, lubię iść do lasu. Zadzieram głowę i patrzę jak wierzchołki drzew tańcują na wietrze. Wielkie twarde drzewa, a taki wiatr, co go nie można dotknąć, ani złapać, takie niby nic, a wygina kolosy. Bujają się majestatycznie, to w prawo, to w lewo. Drzewa nie stawiają oporu, poddają się. Drzewa nie są głupie, nie wyginają się w przeciwnym kierunku, tak jak nam się to czasem zdarza.
Chcę być jak drzewo, twarde i giętkie zarazem. Uginać się, ale nie dać się złamać. Uginać się w dobrym kierunku, razem z wiatrem, nigdy pod wiatr. Z pełnym spokojem przeczekać sztormy i ulewy. Cieszyć się każdym dniem słonecznym i pchać do przodu, póki sił starczy.
A jak już przyjdzie czas i drzewo runie, wtedy zaczyna żyć na nowo. Daje życie kolejnym istnieniom. Tak i ja chcę dać siłę innym ludziom, nawet gdy mnie już nie będzie. Po to właśnie piszę, po to umieszczam posty w internecie. Może te moje teksty będą żyły swoim życiem, może komuś dodadzą skrzydeł, w najbardziej potrzebnym momencie.

Jeśli ten tekst jest dla Ciebie przydatny, zainspirował Cię i uważasz, że powinnam pisać dalej. Zostaw komentarz, zostań patronem lub postaw mi kawę.